Strona główna

niedziela, 24 maja 2015

Rozdział 6

-O co ci chodziło z nogą?-zapytałam Hazzy ale on nie odpowiedział bo jak.
westchnęłam.posiedziałam jeszcze z godzinę i miałam już wychodzić gdy przypomniałam sobie o torebce.Obróciłam się i ujrzałam szmaragdowe oczy wgapione we mnie...




Pierwsze co zrobiłam gdy zobaczyłam go to zatrzymałam się gwałtownie w miejscu i otwarłam buzię.Następnie Harry zaczął się krztusić.No tak on ma przecież w gardle rurkę,która pomaga mu oddychać.
-Zaraz przyjdę z lekarzem?-powiedziałam i zerwałam się z miejsca,otrząsnęłam się i wybiegłam z sali biegnąć z całych sił do lekarza.Bez pukania wbiegłam do gabinetu lekarza,na szczęście nie było nikogo w środku tylko doktor wypełniający dokumenty.Lekarz przeniósł na mnie swój wzrok.Pokazałam ręką "chwila".Doktor do mnie podszedł i pokazał mi na krzesło,z chęcią przejęłam propozycję.Wydyszałam po kilku sekundach:
-Harry...Styles...się;...wybudził...i się...krztu..si..
Lekarz spojrzał na mnie i pobiegł do sali Harry'ego.Wstałam z krzesła i ruszyłam po woli do sali,wchodząc do środka.
-Proszę wyjść badam pacjenta-powiedział lekarz.Kiwnęłam głową i wyszłam na korytarz siadając na krzesełku.Po 10 minutach z sali wyszedł lekarz,podbiegłam do niego.
-Co z nim?-zapytałam zmartwiona
-Jesteś z rodziny?-zapytał podejrzanie na mnie,pewnie pomyślał,ze jestem fanką.
-Jestem,jestem siostrą Harry'ego
-No dobrze.-westchnął i zaczął swój monolog lekarski-Rana na głowie po woli i prawidłowo się goi,stracił dużo krwi więc dalej będziemy mu dawać krew.Dożylnie będziemy mu podawać tabletki przeciwbólowe...
-Dlaczego nie do ustnie?-przerwałam lekarzowi,westchnął
-Styles skarży się na ból gardła i,że nie może połykać,więc jedzenie będzie miał również dożylnie,chyba,że przejdzie mu.
-Będziecie dawać mu jakieś leki na gardło?
-Oczywiście!dostanie syrop i tabletkę do muldania.
-Jakieś obrażenia wewnętrzne?
-Miał złamane żebra,ale one dobrze się zrastają a reszta dopiero po badaniach,które dopiero pan Harry Styles będzie mieć jutro.
-Rozumiem-pokiwałam głową ze zrozumieniem-dziękuję za informację.Mogę do niego wejść?
-Oczywiście ale nie długo pacjent musi też odpocząć.
-Ja to oczywiście rozumiem,to do zobaczenia.
Lekarz kiwnął głową i odszedł.Wzięłam głęboki oddech i weszłam do środka.Harry leżał na łóżku i wpatrywał się w biały sufit,nie zwrócił uwagi gdy weszłam,dopiero jak siadłam na krześle i odkaszlnąłem.Popatrzył na mnie.
-Kim jesteś?-zapytał spoglądając mi do oczów,przeszły mnie ciarki-gdzie jestem i gdzie jest Lou?
-Na początku się przedstawię.Jestem Kasia,ale mów mi Katie...
-Kasiea to nie jest angielskie imię-powiedział i podrapał się po głowie
-Nie,Kasia się nazywam ale mów mi Katie.Pochodzę z Polski i stąd jest to imię.
-Rozumiem-pokiwał głową zamyślony-To co tutaj robisz?
-Kuzynka Louis'a do mnie dzwoniła,że jesteś podobno moim bratem ale jej nie uwierzyłam i nakrzyczałam na nią,później Liam do mnie dzwonił.Tak wypadło,że mieliście koncert w Hiszpanii i poślizgnąłeś się na scenie przez wodę i wypadłeś za obręcze na beton.Miałeś połamane żebra i miałeś rozwaloną głowę i średni wstrząs mózgu.
-Chwila coś mi tam świta jak laliśmy się wodą na scenie i biegłem przed siebie,później poczułem ból.-po kilku minutach znów się odezwał-Chwila czyli mówisz mi,że jesteś tą śliczną mała dziewczynką,którą bawiłem z dwoma chłopakami?
-Może...jeden chłopak miał 10 a drugi 11 lat?
-Tak! i nie mieli angielskiego imienia a mi dała mama angielskie ponieważ wyjechaliśmy do Anglii,na początku nie wiedziałem po co....ale później-w jego oczach pojawiły się łzy-oddali mnie do adopcji,obwiniałem się,że jestem głupi,że nikt mnie nie chce do momentu,aż Pani Anna po mnie przyszła i zaadoptowała,późnej zapomniałem o mojej tam tej mamie i tacie o chłopakach również,ale o tobie zawsze myślałem,śniłem...nie mogłem się uwolnić,przez co mnie to jeszcze bardziej raniło...
Razem płakaliśmy...Harrry za rozdrapywanie starych blizn na sercu a ja za to co mi powiedział Hazz. Nie rozumiałam mamy...
Dlaczego?...to pytanie przez cały czas odbijało mi się w umyśle.
Siadłam koło Hazzy na łóżku i przytuliłam go,głaskając po włosach.Po kilku minutach przestaliśmy płakać.
-Hazz czekaj bo coś do mnie dzwoni-powiedziałam a on mnie puścił.-Hazz dzwoni Lou chcesz z nim gadać?
Harry gwałtownie pokręcił głową na nie-nie mogę z nim rozmawiać!
-Czemu?Powiesz mi zaraz muszę odebrać!
Przeciągnęłam zieloną słuchawkę i przystawiłam telefon do ucha.
-Katie...on zginął!Byłem na pogrzebie!Widziałem go w trumnie!zakopywali go do ziemi!-Louis zaczął krzyczeć do słuchawki i zanosić się płaczem.Odsunęłam słuchawkę krzywiąc się na głośne krzyki w słuchawce i spojrzałam na Hazze,który patrzył na mnie nie rozumiejąc sytuacji.Gdy Lou wziął głęboki oddech wbiłam mu się w słowo
-Lou spokojnie zaraz do ciebie przyjdę!Jesteś w domu?-zapytałam i spojrzałam znów na Hazze.
-Tak,sam
-Jak to sam?!Prosiłam Niall'a,zeby z tobą został na tą noc!Boże!-krzyknęłam sfrustrowana-Dobra Lou zaraz będę pa!
Rozłączył się a ja spojrzałam ponownie na Hazze.
-Co z nim?-zapytał przejętym głosem Harry
-Będę musiała zaraz do niego pojechać....Miał koszmar,że jest na twoim pogrzebie i zakopywali Cię do ziemi.
-Boże jaki koszmar nie dziwie się,ze potrzebuje teraz kogoś koło siebie...
-Najlepsza osoba,która mu w tym momencie pomoże to tą,którą zakopywali czyli Ciebie-westchnęłam  i zrobiło się smutno.
-Ale niestety nie może się ze mną spotkać dzisiaj...ani jutro..ani pojutrze...
-Ale dlaczego?...-zapytałam ze strachem
-Bo mi grożą jak ktoś sie dowie o nich to tą osobę zabiją-powiedział szeptem do mojego ucha przyciągając mnie do siebie.
-Wiesz...to właśnie powiedziałeś mi o tym...i naraziłeś mnie-powiedziałam szeptem ze strachem.
-Powiedziałem ci szeptem nie na głos....ten wypadek nie był wypadkiem.Zrobiłem to specjalnie!Dzień przed wypadkiem i koncertem dostałęm list,że jak nie zerwie z Louis'em to go zabije na tym koncercie...Więc zrobiłem trochę bałaganu na koncercie i tamtemu się nie udało.
-Owszem zrobiłeś bałagan ale kosztem swojego zdrowia!-powiedziałam i wstałam z łóżka chodzą dookoła łóżka
-Oj tam,oj tam!-powiedział i machnął ręką lekceważąc moje słowa.
-Ja ci dam!Oj tam,Oj tam!--westchnęłam i ruszyłam po woli do łóżka po torebkę.-będę się zbierać bo do Lou muszę jeszcze iść...
-Dziękuje,za to co robisz-powiedział i uśmiechnął się do mnie,odwzajemniłam uśmiech i ruszyłam do drzwi.-Katie czekaj!
Usłyszałam i zatrzymałam się odwracając się twarzą do Hazzy.
-Ale mru mru Lou,że jestem przytomny...
-Hazz jak ty to sobie wyobrażasz?chłopcy przyjdą i ja i ty będziemy udawać,że jesteś nie przytomny?
-Niestety musimy....
-No dobra idę..pa-powiedziałam i wyszłam z sali,schodząc na dół po schodach.Pożegnałam się z recepcją i wyszłam na dwór.Zobaczyłam taksówkę,podeszłam do niej.Spytałam się czy można a taksówkarz kiwnął głową na zgodę.Wsiadłam do środka i podałam mu kartkę,którą użyłam po południu.Po 10 minutach byliśmy pod domem,zapłaciłam i wyszłam z samochodu kierując się do domofonu.Zadzwoniłam i po 3 minutach Lou wyleciał z domu otwierając bramkę i po prostu wtulając się do mnie jak koala.Przytuliłam go mocniej i wprowadziłam na podwórko zamykając bramkę za sobą.Dalej przytuleni weszliśmy do domu.Lou mnie puścił,a ja ściągnęłam kurtkę oraz buty i ruszyłam z nim do salonu. Usiedliśmy  na kanapie i oglądnęliśmy film.W połowie filmu usłyszałam chrapanie,Lou zasnął..uff.Zeszłam z kanapy i szukając koca w pokoju Lou i Hazzy znalazłam groźby,tylko,że na nich nie pisało Harry tylko Lou,czyli....boże Lou też dostaje pogróżki.
Wzięłam koc i schodząc ze schodów prawie znów się zabiłam przez buta...boże co się dzieje!
Przykryłam go i ruszyłam z powrotem na górę.Siadłam na łóżku i zaczęłam czytać.

To są te same pogróżki i groźby tylko do innego odbiorcy.Czytałam tak chyba z godzinę gdy usłyszałam jakieś głosy na dole,zignorowałam je myśląc,że Lou coś powiedział przez sen.Za drugim razem ciekawa i jednocześnie wystraszona zeszłam na dół.Na dole koło Lou siedziały 2 osoby.Jak na moje szczęście nie wzięłam tego buta i potknęłam się o niego spadając ze schodów.Na szczęście tak bardzo się nie poturbowałam tylko będą kilka siniaków.Chciałam już wstać gdy poczułam ból w prawej ręce.Jęknęłam i upadłam znów na podłogę.Podbiegły do mnie te dwie osoby,trochę się wystraszyłam ale jak włączyły światło odetchnęłam z ulgą...to tylko mama Harry'ego i Gemma.
-kim jesteś i co robisz w tym domu?-zapytała mama Hazzy
-Jestem Kasia ale zwą mnie Katie tutaj.....co do tego co tutaj robię to mnie Lou prosił,żebym do niego przyszła bo miał koszmar.
-Znasz Harry'ego?-zapytała Gemma podnosząc brew do góry.Obawiałam się tego pytania i co teraz Styles?-jesteś bardzo podobna do Hazzy.

No to pięknie! Jeszcze lepiej!Wzięłam głęboki oddech.
-Znam Harry'ego-powiedziałam drżącym głosem i podrapałam się po głowie-A z Harry'm znamy  się od dzieciństwa...
-Poznałaś Harry'ego w domu dziecka?-zapytała Mama Hazzy
-Na resztę pytań proszę do Hazzy...
-Harry jest nieprzytomny....
-Ależ...-Prawie się wygadamy,boże Harry by mnie utłukł-..nie!Znaczy wiem,że Harry jest nie przytomny.
-No proszę odpowiedź na to ostatnie pytanie,proszę-powiedziała błagalnie Gemma.
-No dobrze-zgodziłam się-Ale to nie będzie tylko jedno pytanie po mojej odpowiedzi wiec...
-Powiedz dlaczego jesteś taka podobna do Harry'ego,szczerze-dopowiedziała z naciskiem szczerze Gemma.
-Jestem....siostrą Harry'ego...
-Co?-powiedziała w szoku Pani Anne-To ty jesteś tą dziewczynka o której Harry przez cały czas mówił,śnił?
-Tak to ja-powiedziałam i kamień z serca mi spadł.
-Jak ja się cieszę,że w końcu zobaczyłam prawdziwą siostrę naszego Hazzy.-ucieszyła się siostra Harry'ego
-Miło mi,ze was spotkałam-powiedziałam i uśmiechnęłam się.
-Och kochana,chodź tutaj-powiedziała mama Hazzy i mnie uścisnęła,pisnęłam i zajęczałam.
-Boże coś cię boli?-zapytała przestraszona Gemma
-Co Ci się stało?-zapytała zatroskana pani
-Em...potknęłam się o buta i spadłam ze schodów...-zarumieniłam się,boże jaka ja niezdara!
-Nic sobie nie złamałaś?-powiedziała Gemma sprawdzając mi nogę,drugą nogę,lewą rękę i jak poruszyła mi prawą to aż krzyknęłam z bólu.
-Przepraszam...-powiedziała Gemma smutno.-trzeba cię wziąć do szpitala na prześwietlenie tej ręki bo ona źle wygląda i szybko puchnie!
-Co się tutaj dzieje?-zapytał rozespany Lou
-Boże Lou!Przepraszam jak cię obudziłam!-przepraszałam go z 100 razy aż mi zatkał ręką buzię uciszając
-Dzięki Lou!-krzyknęła ucieszona Gemma i poklepała Louis'a po ramieniu.Zmroziłam ją wzrokiem i uśmiech jej zrzedł z buzi.Lou na mnie popatrzył.
-Nie będziesz już mnie przepraszała?-zapytał spoglądając mi w oczy,boże on jest jak Hazz on też patrzy w oczy jak mówi.Pokiwałam głową na potwierdzenie.Wziął rękę z mojej twarzy a ja otworzyłam buzię:
-Weźmiecie mnie do szpitala?-zapytałam spoglądając na wszystkich
-Hazz się obudził!!-zaczął krzyczeć Louis skakając po sofie w salonie.-Jedziemy do niego proszę...
-Lou...-powiedziałam smutnym głosem-Harry się nie obudził...tylko ja złamałam rękę i muszę mieć pomoc medyczną.Przykro mi...
Lou posmutniał,znów stał się bez emocji.Hazz źle to czuje nie wiem ile ja będę mieć sił by wszystkich okłamywać...skrzywiłam się.
-Ał!!-zawyłam gdy Louis mnie pociągnął lekko za prawą rękę złamaną.Jak mnie usłyszał puścił mnie jak poparzony.
-Przepraszam nie wiedziałem,że to ta ręka!-zaczął się tłumaczyć
-No dobra spoko,weźcie mnie do tego szpitala!-krzyknęłam z bólu i popłakałam się.
Lou wziął mnie na ręce i nawet nie przejmowałam się,ze mnie nosi i,że się przedźwiga przeze mnie.
Wsiedliśmy do samochodu Louis'a i pojechaliśmy do szpitala gdzie Harry leży.On pewnie teraz śpi,jutro go odwiedzę...
Lou wysadził nas przed szpitalem a ja podeszłam do recepcji,żeby podpisać dokumenty i jakieś papiery.
Usiadłam na krzesełku.
-Ale mnie ta ręka boli-westchnęłam z bólem.Po 10 minutach zawołali mnie do środka.Usiadłam i posprawdzali mi rękę,spytali się co się stało.Powiedziałam,że wywróciłam się i źle upadłam,przyjęli to!Później zrobili mi prześwietlenie,okazało się,ze złamałam tą rękę i muszą mi ją nastawić i nałożyć gips,nie powiem bolało jak cholera gdy mi nastawiali rękę.Wyszłam z gabinetu już z gipsem,
-Złamana?-zapytała Gemma
-Tak niestety...
-To co ty zrobiłaś?-zapytał tym razem Lou kierując się na wyższe piętro.Nie mówcie mi,że on idzie teraz do Hazzy.
-Gdzie idziesz?-zapytałam spoglądając na Lou
-Do Harry'ego na chwilę,idziecie?-zapytał przygnębiony
-Tak-zgodziłam się i mama Harry'ego i Gemma również.
Weszliśmy do środka i zobaczyłam Harry'ego,który patrzył na bok sali.Na szczęście Lou miał odwrócona głowę w moją stronę.
-Lou!Uważaj za tobą jest moja torebka!-krzyknęłam.Harry spojrzał na mnie wystraszony i padł na łóżko przestraszony zamykając oczy i udając,że śpi.
-Katie co robi tutaj twoja torebka?-zapytała Gemma
-Byłam tutaj przed przyjazdem do Louis'a i musiałam ją zostawić.
-Na ziemi?-zapytał w szoku Lou
-No dobra wypadła mi z rąk jak wychodziłam stąd do Ciebie-powiedziałam szybko a Gemma na mnie popatrzyła dziwnie.Tylko,żeby nic nie przeczuwała!-Co jest Gemma?
-Dziwne...Harry jak przyszliśmy leżał na plecach a teraz leży na prawym boku...-powiedziała a mi zabiło serce za szybko-...i dlaczego on nie jest podpięty do aparatury?
-No właśnie!Jak wychodziliśmy to był!-powiedział Lou zdezorientowany
-Nooo bo...lekarz przyszedł i powiedział,że Harry już lepiej oddycha i nie musi już być podpięty!
-Dobra,dobra rozumiemy...-powiedział Lou.Odetchnęłam,odpuścił.Posiedzieliśmy jeszcze z 30 minut i Lou żegnając się z Harrym pocałował go w usta,Harry leciutko oddał ten pocałunek,widziałam!Lou jak przestał go całować odsunął się w szoku dotykając swoich ust,uśmiechnęłam się.Gemma się pożegnałam przytulając go lekko,a mama jego całując w czoło.Teraz kolej na mnie podeszłam do niego i przytuliłam go lekko jedną ręką,mówiąc mu na ucho,że jutro wpadnę sama więc będziemy mogli sobie porozmawiać on w odpowiedzi lekko drgnął powiekami.Poczochrałam mu lekko włosy i wyszłam z resztą tym razem z torebką.Ręka boli,będę musiała jeszcze podjechać do apteki.
Wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy.
-Louis mam prośbę możesz mnie jeszcze podrzucić do apteki bo ręka bardzo boli a muszę kupić tabletki przeciwbólowe.-powiedziałam a on pokiwał głową na zgodę.
Zatrzymał się na jakieś ulicy i gdzieś pobiegł.Zmarszczyłam brwi i czekaliśmy na niego.Po 10 minutach wszedł do samochodu i podał mi tabletki przeciwbólowe.
-Ile za nie zapłaciłeś?-zapytałam wyjmując z torebki portfel.
-Nic mi nie dajesz!-powiedział pewnie i wziął mi portfel z rąk podając Gemmie.
-Gemma daj mi mój portfel-powiedziałam spokojnie do Gemmy .Gemma spojrzała na Louis'a.
-Dobra Gemma Ci odda ale ty mi nic nie płacisz.Tabletki są kupione za wdzięczność w pomocy mi.-powiedział i spojrzał na mnie w lusterku.
-No dobra,dobra-westchnęłam bezsilna.
Podjechaliśmy pod dom mojego wujka jak i mojego.Podziękowałam i wyszłam z samochodu żegnając się z wszystkimi.Wyjęłam klucze z torebki i od kluczyłam drzwi.Weszłam po cichu do środka,wszystko było pogaszone.Włączyłam światło w przedpokoju i ściągnęłam kurtkę z trudnościami oraz buty.Weszłam po cichu do pokoju gasząc światło w przedpokoju i włączając światło w moim pokoju.Usiadłam na łóżku ściągając sukienkę i rzucając ją na krzesło obok biurka i ubrałam się w moją kochaną piżamę.Włączyłam lampkę na stole koło łóżka i wyłączyłam światło.Położyłam się na łóżku i zaczęłam rozmyślać o całej sprawie z Harrym,Louis'ie i teraz o mnie.Boże boje się co się będzie później dziać.Po chwili dostałam SMS od nieznanego numeru.

Od nieznanego numeru
Do Katie :*

Serio torebka sama upadła? :o
                           Gemma

O nie Gemma....

Od Katie :*
Do Gemma ^.^

Hey Gemma skąd masz mój numer? :o

Od Gemma ^.^
Do Katie

Od Lou :* 
Mów mi!nie pasuje mi tutaj coś....Harry lekko pocałował Lou w usta a tobie mrugnął powiekami...Co się tutaj dzieje?!

Od Katie :*
Do Gemma ^.^

Nie mogę nic ci powiedzieć nie chce cię narażać na niebezpieczeństwo :/

Od Gemma ^.^
Do Katie :* 

Nic mi się nie stanie!! Mam rozumieć,że to ma związek z Harrym?

Od Katie :*
Do Gemma ^.^

Nooo możeeee....

Od Gemma ^.^
Do Katie :*

Powiedz mi proszę! Nic nikomu nie powiem! :#

Od Katie :*
Do Gemma ^.^

No dobra ale nie możesz nikomu nic powiedzieć! przede wszystkim Louis'ie! :C

Od Gemma ^.^
Do Katie :*

Dzięki za zaufanie :*

Od Katie :*
Do Gemma ^.^

Wiec tak...powiem ci prosto z mostu ( wdech i wydech) Harry nie jest w śpiączce on tylko udaje przed wszystkimi bo nie chce nikogo narażać :/ Ale masz nikomu nie mówić! :#
Sam mi zakazał komuś powiedzieć! :#

Od Gemma ^.^
Do Katie :*

Ale jak to udaje :o dlaczego udaje? :o
Dlaczego Lou nie może się dowiedzieć?wiesz jak przechodzi Lou śpiączkę Hazzy. Zawszę modlę się,ze jak przyjdę znów do Louis'a to on będzie w całości a nie w kawałkach :/

Od Katie :*
Do Gemma ^.^

Lou nic się nie stanie bo mam go pod okiem ;)
Hazz udaje bo mu grożąc śmiercią Louis'a...
Hazz specjalnie spadł ze sceny bo na tym koncercie chcieli zabić Lou...
Zrobił to,żeby go chronić kosztem siebie i już go opieprzyłam za to,że zamiast pomyśleć bardziej inteligentnie to skacze ze sceny!Więc jak chcesz go opieprzyć to droga wolna ale wiedź że ode mnie już dostał :D
Dzisiaj Hazz się obudził jak chłopacy i moja przyjaciółka wrócili do domu.
Później dostałam telefon od Lou czy mogę do niego przyjść,zgodziłam się oczywiście!
Przyszłam do niego i oglądnęliśmy film i on zaczął mi chrapać więc wyłączyłam telewizor i poszłam na górę po koc a pod kocem leżały jakieś list i okazały się,że to nie były groźby do Harry'ego tylko do Louis'a

Od Gemma ^.^
Do Katie :*

Czyli Harry i Lou dostawali razem pogróżki?

Od Katie :*
Do Gemma ^.^

Dokładnie nawet takie same :3
Wiesz Gemma jest już 3 idę spać do jutra ;)

Od Gemma ^.^
Do Katie :*

No dobra rozumiem cię! Też idę spać pa xx

Od Katie :*
Do Gemma ^.^

Dobranoc xx


--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Napisałam :D Miałam się uczyć na Chemie a piszę rozdział na bloga XD
Przepraszam za jakieś błędy i literówki ;0
Rozdział nie sprawdzany :)

                                    2 komentarze = Nowy rozdział 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz