Strona główna

piątek, 13 maja 2016

II.Rozdział 9

~Oczami Katie~

Leżałam właśnie w łóżku koło Niall'a i zastanawiałam się co zrobić,żeby sprowadzić z powrotem do nas Liam.Niall mi wszystko opowiedział.Jak go porwali,jak go torturowali,jak pojawiła się Jessica,jak pojawił się Liam i go wciągnęło oraz jak spotkali Rachel i Connor'a w lesie.Musiał tyle przeżyć,a ja mu nie pomogłam tylko sobie spałam.Chłopaki z The Vamps jeszcze nie przyjechali,a my z resztą stwierdziliśmy,że jeszcze położymy się i zdrzemniemy,zanim się pojawią u nas.Nie mogłam spać,więc wstałam z łóżka i zakładając kapcie na nogi,spojrzałam na Niall'a,który sobie smacznie spał.Słyszałam ciche pochrapywanie przez niego.Uśmiechnęłam się i wyszłam z pokoju.Weszłam do salonu i zobaczyłam Jessicę,która patrzyła się na Connor'a i głaskała po policzku.Tak jak myślałam...zakochała się w Connorze .Odchrząknęłam a dziewczyna podskoczyła i spojrzała na mnie wystraszona.
-Spokojnie to tylko ja-szepnęłam i usiadłam na podłodze ,naprzeciwko niej.
-Czemu się nie budzą?-pyta smutno,a ja wzruszałam ramionami.
-Mówiliście z Niall'em,że jak wyszliście z lasu to oni zemdleli.To może oni są związani przez zaklęcie z tym lasem?-pytam wpadając na pomysł.Dziewczyna spogląda na mnie i wstaje ze swojego miejsca.Chodzi przez chwilę i staję na przeciw mnie.
-Sprawdźmy to-mówi,a ja wzdycham.
-Jak masz zamiar ich zanieść?-pytam,a dziewczyna podchodzi do Connor'a i bierze go na ręce.Otwieram usta ze zdziwienia,a dziewczyna zaczyna się śmiać.-Jak?-pytam,a dziewczyna wybucha jeszcze większym śmiechem.
-Od momentu gdy zostałam odczarowana przez Liam'a.Dostałam wraz z Rachel moce.W tym większą siłę.-odpowiada,a ja przytakuje.Biorę Rachel na ręce i wychodzimy z domu.Idziemy przez opustoszałe miasto.Od czasu do czasu,koło nas przejeżdża samochód.Latarnie na ulicy po woli przestają świecić bo świta.Jesteśmy niedaleko lasu gdy słyszymy ponownie samochód i zaczynam się zastanawiać czy ten samochód nas nie śledzi,ponieważ widzę go już z piąty raz koło siebie.Mrużę oczy gdy ponownie ten sam samochód przejeżdża koło nas.Zaczynam się bać.Spoglądam na Jessicę,która nie była w lepszym stanie niż ja.
-Czy tylko mi się wydaje,że widzę ten sam samochód z piąty raz?-pyta,a ja kiwam głową.
-Siódmy raz-poprawiam dziewczynę,gdy widzę ponownie ten sam samochód.W pewnym momencie samochód stanął i wyszła z niego jakaś kobieta z mikrofonem i facet z kamerą.Spojrzałam wystraszona na moją towarzyszkę,która spojrzała na Connor'a.Spojrzeliśmy na siebie,a następnie na paparazzi.
-Czemu pani niesie Connor'a Ball'a?Co mu się stało?Gdzie podziewa się reszta zespołu?Jest pomiędzy wami jakaś więź?Kim pani jest i jak się nazywasz?-zaczęła zasypywać nas pytaniami reporterka,a następnie przystawiła nam mikrofon.Spojrzałam na Jessicę,która spojrzała na mnie.Pokazałam jej wzrokiem,że wiejemy,a ona lekko kiwnęła głową.Kiwnęła 3 razy głową i za 4 razem zaczęliśmy uciekać,a za nami popędziło paparazzi.Schowaliśmy się za drzewami,a paparazzi minęło nas.Nawet nie zauważyli nas.Jacy głupcy.W sumie lepiej dla nas.Spojrzałam na dziewczynę,która spoglądała na mnie.Naglę usłyszeliśmy jęki.Spojrzeliśmy skąd dochodzą i zobaczyliśmy,że Connor i Rachel się budzą.Mówiłam.Gdy Connor otworzył oczy to zmarszczył brwi.
-Czemu ty mnie nosisz?-zapytał Jessicę,a ta go postawiła.
-Jakoś trzeba było was tutaj przyprowadzić-odpowiedziałam i postawiłam Rachel na ziemię.
-Nie mogliście poczekać,aż się obudzimy-westchnęła dziewczyna,a ja spojrzałam na nią.
-Nie obudziłabyś się-odpowiadam,a ona i Connor spoglądają na mnie ze zmarszczonymi brwiami.
-Czemu?-pyta Connor.
-Spokojnie.Usiądźmy-mówi Jessica,a my kiwamy głową i siadamy na trawie,koło drzewa.
-Otóż tak-zaczyna Jessica i odkaszluje-Rozwiązaliśmy z Katie czemu zemdleliście nam po wyjściu z lasu.
-Ponieważ?-pyta z podniesionymi brwiami Connor.
-Jesteście zaczarowani i nie możecie wyjść z lasu,bo od razu mdlejecie-odpowiadam,a chłopak kręci głową.
-To nie możliwe!-krzyczy i wstaje z ziemi,a następnie kieruje się w stronę wyjścia z lasu.Jessica podbiega do niego w ostatnim momencie i go łapie.Chłopak upada,a Jessica wzdycha.Spoglądam na Rachel,która miała otwarte usta.Jessica podnosi Connor'a i podchodzi ponownie do nas.Klęka i kładzie sobie Connor'a głowę na swoich kolanach.
-Widzisz?Nie możecie wyjść z lasu-odpowiadam,a dziewczyna koło mnie wzdycha.-Ale spokojnie jak uratuję swojego brata to zrzuci z was czar i będziecie mogli sobie żyć jak chcecie. -pocieszam ją,a ona się do mnie uśmiecha.Naglę słyszę ponownie jęk i spoglądam na Connor'a,który podnosi się z kolan Jessici.
-Co się stało?-pyta cicho,a ja wywracam oczami.
-Nie możecie wyjść-odpowiadam,a chłopak wzdycha smutno.
-Nie martw się-zaczyna Jessica,a my na nią spoglądamy-Będę was odwiedzać.
-W to nie wątpię-mówię pod nosem do siebie.
-Co?-pyta Connor,a ja macham lekceważąco ręką.
-Nie ważne-odpowiadam i posyłam mu uśmiech.Marszczy brwi,ale już się nie odzywa.
-Wiecie gdzie jest jakaś chatka czy domek?-pytam,a oni zaczynają się zastanawiać.
-Pamiętasz ten dom jak szliśmy na polanę?-pyta po pewnym momencie Rachel,a Connor kiwa głową.-Może da się tam zatrzymać.
-Warto to sprawdzić-odpowiadam i wstaję z ziemi,a za mną pozostali.
-Prowadźcie-dopowiada Jessica gdy wszyscy już wstali z ziemi.Connor kiwa głową i kieruje się prosto przed siebie.Idziemy koło rzeki i zauważam małego pieska,który kwiczy.Podbiegam do niego i klękam koło niego.Głaskam go uspokajająco,a on po chwili leży i tylko się na mnie patrzy.Wszyscy zdążyli do mnie podejść za nim zaczęłam głaskać pieska,więc przyglądali się psu.
-Jest ranny-mówi po chwili Rachel,a ja przyznaję jej rację.Pies wygląda jak Cavalier king charles spaniel.Jest prawie cały biały,tylko jedynie boki koło oczów i jego uszy są brązowe.




Od zawsze chciałam mieć takie pieska,lecz rodzice się na niego nie zgadzali,ponieważ bym się nim nie interesowała i oni by się musieli nim zajmować.Spojrzałam na pozostałych,a oni na mnie.
-Musicie tutaj zostać-mówię do Connor'a i Rachel.-Jessica zostań z nimi-mówię do dziewczyny,a ona kiwa głową przytakująco.Biorę psa na ręce i gnam do domu Harry'ego i Louis'a.Na szczęście nie spotkałam po drodze tych upierdliwych paparazzi.Wpadłam do domu  i od razu popędziłam do pokoju Niall'a.Niall siedział na łóżku i ubierał spodnie.Gdy mnie zobaczył wstał z łóżka i podszedł do mnie.Uśmiech mu zrzedł gdy zobaczył na moich rękach psa.
-Co on tutaj robi?-pyta z podniesionymi brwiami.
-Jest ranny-odpowiadam mu,a on wzdycha.-Co mu jest dokładnie?
-Chyba skaleczył się w nogę-wzdycham i spoglądam na chłopaka z miną kotka ze Shreka.-Weźmiemy go do weterynarza,proszę.
-No dobrze-odpowiada i przechodzi koło mnie.Schodzę ostrożnie za nim po schodach,żeby się nie przewrócić.Gdy stoimy w przedpokoju.Niall się ubiera,a ja czekam,aż weźmie ode mnie psa,bym mogła ubrać kurtkę.
-Niall potrzymasz ją na chwile?-pytam,a chłopak kręci głową przeciwnie.
-Przecież to nie Amisia,nie ugryzie cię-odpowiadam,a chłopak nie chętnie odbiera ode mnie psa.Pośpiesznie ubieram kurtkę na siebie i biorę od Niall'a psa.Wychodzimy na pole i wsiadamy do samochodu.Gdy Niall odpala samochód,spoglądam na psa.Albo mi zemdlał,albo zasnął.Po chwili stoimy przed nie wielkim budynkiem z szyldem weterynarii.Wchodzimy do środka i tłumaczę wszystko pani weterynarz.Otóż okazało się,że pies ma wbite szkła w nogę.Pani weterynarz wyciągnęła wszystkie szkła,odkaziła ranę i założyła bandaż.Nie były głęboki rany więc nie musiała zakładać szwów.
-Pokażcie się z psem na obserwację za 2 tygodnie-odpowiedziała zdejmują zużyte rękawiczki i wyrzuciła je do kosza.-Jest państwo opiekunami tego psa?
-Nie,tylko znalazłam go koło rzeki w lesie-odpowiadam,a weterynarz kiwa głową.
-Bierzecie opiekę nad psem?-pyta,a ja spoglądam błagająco na Niall'a,który wzdycha.
-Oczywiście-odpowiada blondyn,a ja uśmiecham się do niego.
-Poczekajcie na chwilę.Zaraz wypiszę książeczkę zdrowia psa i wam dam-odpowiada i wychodzi z sali.Spoglądam na Niall'a,który spogląda na mnie.
-Dziękuje-odpowiadam,a on kiwa głową.Podchodzę do niego i całuję go w policzek.Następnie podchodzę do psa i mam zamiar go brać na ręce,gdy Niall mnie wyprzedza.Uśmiecham się do niego i głaszczę psa po głowie,który jest w ramionach Niall'a.Po chwili w sali pojawia się z uśmiechem weterynarz.Podaje mi książeczkę i życzy miłego dnia.Odpowiadamy jej z uśmiechem i wychodzimy z weterynarii.Blondyn podaje mi psa i wsiada za kierownicę.Odpala samochód i wracamy do domu.Po drodze wpadamy do zoologicznego w którym od niedawna pracuje Johanna.Johanna wprowadziła się do Londynu tydzień po "pogrzebie" Liam'a.Niall został w samochodzie ale dał mi 5 funtów* bym kupiła tą karmę.Weszłam do sklepu i przywitał mnie dzwoneczek nad drzwiami.Weszłam głębiej i zauważyłam uśmiechniętą Johannę,która rozmawiała z jakąś panią.Gdy ta pani zaczęła się rozglądać po sklepie,Johanna do mnie podeszła.
-Witaj Katie-zawołał i uśmiechnęła się do mnie-Co cię do mnie sprowadza?
-Potrzebuję karmy dla psa-odpowiadam,a dziewczyna kiwa głową.Idzie w głąb sklepu pokazując mi,że mam podążyć za nią.
-Ile lat ma piesek?-pyta,a ja wzruszam ramionami.
-Nie mam pojęcia-odpowiadam,a dziewczyna marszczy brwi-znalazłam go w lesie przy rzece rannego.
-Jak duży jest?-pyta,a ja pokazuję jej średnią wielkość.-Będzie mieć 6 miesięcy.-odpowiada i podaje mi karmę.
-Ile płacę-mówię,a dziewczyna spogląda na mnie i uśmiecha się.
-Bierz za darmo-odpowiada szeptem,a ja spoglądam na nią w szoku.
-Nie wywalą cię?-pytam zdziwiona.
-Nie-odpowiada,a ja marszczę brwi-Szefowa musiała wyjechać na stałe z mężem i teraz ten sklep należy do mnie.-odpowiada,a ja kiwam głową.
-No dobra.Ja lecę,bo pies jest głodny-odpowiadam,a Johanna kiwa głową.-Pa.
-Pa-odpowiada,a ja wychodzę ze sklepu.Wsiadam do samochodu i wracamy do domu.Gdy wchodzimy do domu w dalszym ciągu jest cicho.

~Czyżby wszyscy jeszcze spali?-pytam się Niall'a w myślach.

~Możliwe-odpowiada zdziwiony.

Spogląda na mnie i kiwa głową.
-Sprawdzę czy śpią-odpowiada,a ja kiwam głową.Kieruję się do kuchni przyrządzić jakieś śniadanie.Decyduję zrobić naleśniki z dżemem truskawkowym,truskawkami i polewą czekoladową.Wyciągam wszystkie potrzebne mi produkty do zrobienia naleśników.Gdy już nakładam ciasto na rozgrzaną patelnie,do kuchni wchodzi Niall i reszta zgrai.Siadają na krzesłach i spoglądają na mnie.Przewracam oczami i kręcę głową.
-To sobie jeszcze poczekacie-odpowiadam,a oni jęczą.
-To po cholerę obudziłeś nas tak wcześnie Horan-jęczy Lou.
-Louis jest godzina 10,zdajesz sobie z tego sprawę,co nie?-pytam ze śmiechem,a on robi komiczną minę.Po 10 minutach na każdym talerzu znajdowały się po 3 naleśniki z dżemem truskawkowym,truskawkami i polewą czekoladową.Zaczęliśmy się zajadać gdy usłyszałam piski.Zerwałam się z krzesła i pognałam do salonu.Na śmierć zapomniałam o psu.Nasypałam mu karmy do miski,którą gwizdnęłam z kuchni.Czemu oni mają miskę w kuchni dla psów?Wyciągnęłam z kieszeni książeczkę i spojrzałam co napisała weterynarz.Imienia nie było,za to była płeć.Dziewczynka.
-Jak cię nazwać?-zaczęłam się zastanawiać.-Może Fifi?-zapytałam,a piesek szczeknął.Po chwili do salonu wpadli chłopacy prawie się wywracając.Spojrzeli na mnie,a następnie na psa.
-Co mu się stało?-zapytał Harry,który klęknął koło psa i zaczął go głaskać.
-Miała wbite szkła w nogę-odpowiedziałam,a chłopak spojrzał na kanapę.Zmarszczył brwi i ponownie na mnie spojrzał.
-Obudzili się?-zapytał pokazując na kanapę,a ja kiwnęłam głową.
-Są w lesie-odpowiedziałam,a chłopak spojrzał na mnie ze zmarszczonymi brwiami.
-Rozwiązałam zagadkę czemu Connor i Rachel się nie budzili-zaczęłam,a pozostali chłopacy usiedli naprzeciwko mnie.-są związani z lasem przez zaklęcie.
-A to teraz wszystko się zgadza czemu zemdleli nam po wyjściu z lasu-odparł Niall,a ja pokiwałam głową.
-To co oglądamy jakiś film?-pyta po chwili Harry,a wszyscy się zgadzają.Siadamy na kanapie i zaczynamy oglądać jakąś komedię.Po kilku minutach Niall dostał widomość.Pokazał mi ją,a ja kiwnęłam głową.Gdy skończył się film usłyszeliśmy pukanie do drzwi.Za nim Harry wstał z kanapy,żeby otworzyć drzwi-do pokoju wbiegło dwóch blondynów i jeden szatyn.Rozpoznałam ich.Byli to znajomi Connor'a z zespołu.The Vamps właśnie stało w tym samym pokoju co ja...


~Oczami Jessici~

Katie pobiegła z psem i zostawiła mnie samą z Connor'em i Rachel oraz bez telefonu.Connor się obrócił i wraz z Rachel pognali przed siebie.Dogoniłam ich po chwili.Może po 10 minutach staliśmy przed niewielkim domkiem.Weszliśmy do środka i zauważyliśmy wielki syf.Spojrzałam na moich towarzyszy,a on westchnęli.Zaczęliśmy sprzątać.Po godzinie domek lśnił czystością.Usiedliśmy na kanapie i zauważyłam,że jest jeszcze lodówka i kuchenka.Dziwne,że nikt tutaj nie mieszka.Spojrzałam na Connor'a,który przeglądał coś na telefonie.
-Mogę na chwilę telefon?-zapytałam,a chłopak kiwnął głową i podał mi swoją własność.
Weszłam w kontakty,ale nie zauważyłam żadnej Katie,ale za to znalazłam Niall'a.Weszłam w SMS'a i zaczęłam pisać.

Od Connor *u*
Do Niall :**

Hejka! Tutaj Jessica.Zapomniałam wziąć telefonu ze sobą.Znajdujemy się w domku koło rzeki.Z łatwością go znajdziecie :) Do zobaczenia ;)

Wysłałam i oddałam chłopakowi telefon.
-To co robimy?-pytam,a reszta wzrusza ramionami.
-Chodźmy się przejść-proponuje Rachel.Zgadzamy się na jej propozycję i po chwili spacerujemy sobie po pięknym lesie.



*Wiem w pierwszej części było napisane 5(?) euro,ale nie zdawałam sobie sprawy,że w Anglii nie można zapłacić euro,więc...przepraszam xd

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------- Yeah! Zdążyłam napisać rozdział jeszcze przed 00:00 xD Za dużo nie mam co pisać,więc miłych snów i miłego weekendu :* Dobranoc ^,^



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz