Strona główna

niedziela, 20 grudnia 2015

Rozdział 24 "Co się kurde ze mną dzieję?"

~Oczami Liam'a~

~Ale mnie łeb boli~pomyślałem za nim kaszlnąłem i otworzyłem oczy.
Kaszląc poderwałem się do góry i spojrzałem na wszystkich,którzy spoglądali na mnie z troską.
No może nie wszystkich...tylko Katie,Niall,Louis i Harry.
Chwyciłem się za głowę gdy poczułem ostry ból w skroniach.Ledwo dotknąłem swojej twarzy a wydałem zduszony krzyk.
-Ał-jęknąłem cicho
-Masz złamany nos i chyba dwa żebra złamane-powiedziała Katie,a ja przytaknąłem na znak,że rozumiem.
-Więc leż-powiedział Niall i lekko mnie popchnął na łóżko...chwila nie!Jestem na kanapie w salonie!
-Ile spałem?-zapytałem i przewróciłem oczami,gdy Niall mnie przykrył kocem.-To ja jestem opiekunem twoim a nie ty moim.-westchnąłem i spojrzałem na Niall,który wzruszył ramionami i uśmiechnął się.
-Nie umiem zliczyć ile uratowałeś mi tyłek lub pomogłeś-odpowiedział a ja pokiwałem głową sam próbując zliczyć,ale niestety miał rację.Nie dało się.-Więc teraz...nie powiem,że Cię ratuje bo Cię nie zdążyłem uratować przez to,że mi się przysnęło w samochodzie-westchnął a Katie pokiwała głową.
-To moja wina,przepraszam!-Krzyknęła i pokręciła głową.
-Nie prawda,to moja wina!-powiedział Lou pokazując na siebie palcem.
-Taaa...jasne.To prze zemnie,pokłóciłem się z Tobą Lou-dopowiedział Harry i takim sposobem zaczęła się kłótnia:przez kogo ja zostałem ranny.
Przewróciłem oczami i słuchałem ich kłótni nie chcą przerywać i nadwyrężać gardło przez krzyk.
Wiedziałem,że i tak nie przestaną się kłócić gdy krzyknę na nich,więc siedziałem cicho i podsłuchiwałem.
Niall kłócił się z Katie,a Lou znów z Harry'm.
Niall twierdził,że gdyby nie zasnął to by nie doszło do tej sytuacji a Katie twierdziła,że to przez nią ponieważ Niall nie spał tylko czuwał koło niej. Za to Lou,twierdził,że gdyby nie wkurzył się na Harry'ego i nie poszedł do ich pokoju,wszystko było by w porządku a Harry twierdził,że to on wszystko zaczął wraz z kłótnią jego i Louis'a.Przysłuchiwałem się i spoglądałem na jednego,drugiego,trzeciego oraz czwartego uderzając palcami w kanapę.Gdy oby dwie kłótnie wzięły oddechy,żeby zacząć ponownie się kłócić podniosłem głos nie chcąco. Nienawidzę na kogoś krzyczeć ale w tym wypadku jakbym nie krzyknął to by zaczęli się dalej kłócić.
-Przestańcie!-krzyknąłem i jęknąłem gdy gwałtownie usiadłem na tyłku.
-Leż-powiedziała spokojnie Katie, gdyby w ogóle przed chwilą się z Niall'em o nic nie kłóciła.
-Nie bądź taka spokojna po kłótni!-Krzyknąłem na nią,a ona spojrzała na mnie zdezorientowana.
-Czemu?Właśnie chce być spokojna jak rozmawiam z Tobą-Odpowiedziała spokojnie i usiadła koło mnie.-Połóż się,proszę bo coś sobie zrobisz.
-Katie ma racje-zgodził się Niall
-Ooo a teraz łaskawie się z nią zgadzasz!-powiedziałam przez zęby.
~Co się kurde ze mną dzieję?~krzyczałem w swoim umyśle ale nie dałem rady powiedzieć to na głos.Nie dałem rady nawet spojrzeć na nich smutnym wzrokiem,ani przeprosić!
~O cholera!Ocknąłem się gdy poczułem jakieś ukłucie w szyję a później zauważyłem nie przytomnego Niall'a!~
~Liam co się z Tobą dzieje?~usłyszałem zawiedzony głos Niall'a w głowie.Spojrzałem na niego,a on spoglądał na mnie smutnym wzrokiem.
-Co się tak gapisz!-krzyknąłem na niego,a nie chciałem.Znacie to uczucie gdy chcecie coś powiedzieć ale nie możecie,ponieważ coś wam na to nie pozwala?Chyba tylko ja to znam,a bardziej powiedziawszy, dopiero to poznałem.-Odejdźcie ode mnie!-krzyknąłem a chciałem poprosić,żeby odeszli,żebym im przykrości nie robić,ale cuż nie udało się i powiedziałem"odejdźcie ode mnie" przez zaciśnięte zęby.
Wszyscy spoglądali na mnie smutno a nie którzy spoglądali na mnie ze łzami w oczach(Niall,Katie) oraz nie którzy spoglądali na mnie z otwartą buzią kręcąc głową(Harry).Za to Lou spoglądał tylko w podłogę a później się obrócił na pięcie i podszedł do drzwi.Wziął głęboki oddech gdy stał przy drzwiach i odwrócił się w moją stronę ze smutnymi oczami.
-Przepraszam za wszystko,ale nie mścij się na innych swoich przyjaciołach tylko na mnie-powiedział smutno i wyszedł.
W tym momencie miałem ochotę się rozpłakać jak małe dziecko za to zacząłem się złowieszczo śmiać jak jakiś psychopata. Niall spojrzał na mnie smutno i podszedł do drzwi.Harry już dawno pobiegł za Lou.
-Zawiodłem się na tobie-Odpowiedział i pokręcił głową wychodząc.Katie została sama w pokoju.Spojrzała na mnie i powiedziała mi coś co mnie bardzo zdziwiło po tym co tu powiedziałem a jednocześnie ucieszyło.
-Wiem Liam,że coś nie gra-zaczęła i pokręciła głową-Może długo Cię nie znam,ale trochę jako Directioners byłam i wiem,że taki nie jesteś.Gdy Cię nie znałam to byłeś miły,uczynny i opiekuńczy-byłeś daddy Direction,więc wiedz,że mi coś nie gra i dowiem się co się dzieję!-Chciałem się uśmiechnąć za to miałem grobową minę,za co dziękuję!Mogło być gorzej!-A teraz leż i odpoczywaj!
Wstała ze swojego miejsca i szła w stronę drzwi.
-Niall...-powiedziałem smutno.Powiedziałem!I to smutno!Są postępy!
-Wytłumaczę mu i reszcie,że coś nie gra,więc się nie obwiniaj-powiedziała i posłała mi uśmiech a później wyszła.
~Jak mam się nie obwiniać?~powiedziałem i zacząłem bić głową w kanapę.Po chwili mi się z nudziło i poszedłem spać.
                             ***
~Oczami Zayn'a~

Miała być impreza,spóźniona urodzinowa Katie.Oczywiście jak to ja,nie udało mi się przyjść na czas.
~Katie mi wybaczy~pomyślałem gdy spóźniałem się z 40 minut na jej urodziny.Stałem przy bramie i miałem już wchodzić gdy nagle usłyszałem trzask szkła i wycie wilka .Ah...Niall. Pewnie zmienił się i zaczął się bawić piłką i ona wybiła szybę.Westchnąłem i miałem już wchodzić gdy coś przykuło moją uwagę.Był to czarny umięśniony facet,który spoglądał przez krzaki na dom Larry'ego.
~Co on tutaj robi?~pomyślałem i schowałem się po cichu przy jego krzaku.Dziękuje Ci Harry,że przekonałeś Louis'a o ten jeszcze krzak.
Po chwili ktoś zleciał z balkonu.Prawie krzyknąłem ale jak zobaczyłem,że ten człowiek powoli spada na ziemię a później wstaje na nogi to podziękowałem Bogu za coś takiego jak ręka i zęby.Gdy tam ten człowiek wyszedł sobie po prostu z ogródka bramką,wściekłem się.Jak tak można?!Drugi człowiek po prostu sobie również wyszedł ale stało się coś czego nawet bym się nie spodziewał.Pomyślałem sobie,żeby tam ten się potknął i upadł na twarz i co się stało?Tak to zrobił!Spróbowałem jeszcze raz tylko by podszedł do tamtego człowieka i zaczął mówić o tym co się tutaj stało.Nic nie słyszałem.
~Niech ten człowiek czy czym on jest!Niech mnie nie widzi!~pomyślałem i najpierw wyszedłem z krzaków,oczywiście potykając się i przewracając się na twarz.Spojrzałem wystraszony na tamtych,nawet mnie nie zauważyli,więc bez obaw poszedłem do nich i przysłuchałem się.
-I co udało Ci się?-zapytał ten co siedział w krzakach.
-Wątpisz we mnie?-wysyczał przez zęby drugi.-zrobiłem!Tylko niestety,zostałem zaatakowany przez wilka!
-Jakiego wilka!?-zapytał i przewrócił oczami kręcąc głową.-znowu sobie wszystko wymyśliłeś!
-Dobra wbiłem mu to i powinno zacząć działać za godzinę-zaczął się śmiać jak w filmach,złe postacie.
-A nawet lepiej!Będzie lepsza zabawa!Nie dałem Ci zwykłego...tylko mocniejszego-zaczął się śmiać.
~Mocniejszego?czyli jakiego?~pomyślałem i zaraz znałem odpowiedź.
-Eh...wycierpi się!Ale się mu należało,może nie mu ale jego przyjacielowi na pewno!
-Zgadzam się.Pierwsze będzie nie miły i nie będzie mógł powiedzieć nic co by chciał.Jak to minie będzie przez cały czas roztrzęsiony i będzie bał się nawet małego dotyku.Później dostanie drgawek i wysokiej gorączki i nie będzie można tego zbić.Będzie gorączka rosnąć,rosnąć i rosnąć do momentu aż nie umrze,a jego podopieczny się załamie,przez co będzie słabszy i szybciej się go pozbędziemy.
-Dwie pieczenie na jednym ogniu.-Skwitował i zaczął się śmiać,ten co wbił któremuś z moich przyjaciół to coś.
~Ciekawe czy jest jakieś lekarstwo na to?~pomyślałem i modliłem się w duchu.
-A co jest ciekawe?Nie ma na to lekarstwa więc na pewno umrze!-zaczął się śmiać a w moich oczach pojawiły się łzy.Któryś z moich znajomych umrze a ja nic z tym nie mogę zrobić.
Wściekły uderzyłem jednego i drugiego w głowę przez co stracili przytomność.Podniosłem ich i wrzuciłem do krzaków. Zażyczyłem sobie,żeby pojawiła się lina i scyzoryk. Odetnąłen dwa kawałki i zakneblowałem jednego a później drugiego.Związałem ich obu razem mocno liną i wyszedłem z krzaków.Wychodziłem z krzaków gdy zauważyłem,że do bramki wchodzi Katie i Harry.Stanąłem jak wryty i stałem tam chyba z 20 minut w szoku,że mnie nie zauważyli.Po chwili skapnąłem się,że jestem niewidzialny.
~Chce stać się widzialnym~poprosiłem i po chwili usłyszałem zduszony krzyk.Odwróciłem się w stronę głosu i zauważyłem małą dziewczynkę.Miała blond włosy związane w warkocze i zielone oczy.
~Niech zapomni,że zauważyła mnie jak się pojawiam!~krzyknąłem wystraszony.Po chwili dziewczynka się do mnie uśmiechnęła,przywitała się ze mną i poszła dalej z uśmiechem.Otworzyłem szerzej oczy i w szoku wszedłem do środka.Myślałem,że będzie spokój gdy usłyszałem krzyk i wychodzenie z salonu.Poszedłem do kuchni i usiadłem na krześle koło Lou.Po chwili w kuchni zjawił się Harry,a za nim przygnębiony Niall. Brakowało mi Katie.Po 5 minutach dołączyła do nas.
-Gdzie Li?-zapytałem a oni spojrzeli na mnie smutnym wzrokiem.Po ich wzroku stwierdziłem,że tym który dostał zastrzyk jest Liam. Świetnie!Tylko nie wiem czy teraz im mówić czy najpierw pogadam z Liam'em.Eh...idę do Liam'a.
-Zaraz wrócę-powiedziałem i ruszyłem do salonu gdzie na łóżku leżał blady Li.
-Bardzo szybko wrócisz-usłyszałem za sobą i zobaczyłem smutnego Niall'a,który miał łzy w oczach.Podszedł do kanapy i stanął koło mnie,spoglądając na swojego przyjaciela i opiekuna jednocześnie.
-Co się stało?-zapytałam go,ale sam wiedziałem co się dzieję,a on nie.Liam powoli umiera na naszych oczach,a my nic nie możemy zrobić.
Pokiwałem głową chcąc odgonić te złe myśli.Liam przeżyje!Nie wiem co zrobię ale mi się uda.Nawet jakbym miał oddać swoje życie za swojego przyjaciela,oddałbym go.Nawet jakbym miał szukać jego duszy w piekle,szukałbym.Ale wiem,że Liam tam na pewno nie trafi bo jest miłym człowiekiem i opiekuńczym.Bóg naprawdę musiałby się pomylić i go tam zesłać!
-Liam'owi odbija-odpowiedział i rozpłakał się na dobre.Westchnąłem i przytuliłem go mocno wychodząc z nim z salonu.Poszliśmy do kuchni i usiedliśmy na krzesłach.
-Jest źle-powiedział Lou
-Nie poznaje go-dopowiedział Harry przytulając Louis'a.
-Wydaje mi się,że coś musiało się stać podczas walki-powiedział Niall i pokręcił głową a ja skinąłem głową.
-Możliwe-Przytaknęła Katie i spojrzała po wszystkich.
-Musicie się pogodzić ze smutną wiadomością,którą wam przekażę-Powiedziałem cicho ze spuszczoną głową-Niall,twój opiekun umiera-powiedziałem i rozpłakałem się na dobre.Wszyscy spoglądali na mnie w szoku.
-Co?-powiedział Lou i pokręcił głową
-Chyba się przesłyszałem-dopowiedział Harry i schował swoją głowę w obojczyk Lou.Lou go przyciągnął do siebie i objął ramionami.
-To nie możliwe!-krzyknął Niall i poleciał na górę schodami.Westchnąłem i pokręciłem głową.
~To będzie trudna rozmowa i długa choroba Liam'a~Pomyślałem smutno.
-Zayn,skąd wziąłeś ten absurdalny pomysł?-zapytała Katie podnosząc lekko głos.
-Spóźniałem się z 40 minut na twoje urodziny-zacząłem a Katie spojrzała na mnie z byka-Ale dotarłem!Gdy wchodziłem do bramy usłyszałem tłuczona szybę i jakiegoś faceta w krzakach.Dzięki Harry,że przekonałeś Louis'a o ten jeden krzew po prawej-powiedziałem a Harry spojrzał z uśmiechem na Lou.
-Mówiłem,że na coś się przyda!-zaczął się cieszyć
-Spadaj!-jęknął Lou.
-Dobra Zayn,mów dalej-zażądała Katie olewając kłótnię pomiędzy Harry'm a Louis'em.
-No więc,podszedłem do tego krzaka i się schowałem przy tamtym facecie co był o jeden krzak dalej.
Po chwili usłyszałem wycie wilka i jak ktoś spada z balkonu.Miałem już krzyczeć gdy zauważyłem,że ten nie spada tylko zlatuje na dół powoli i wychodzi sobie po prostu z naszej bramki.Po chwili ten co siedział w krzakach,również wyszedł.Zaczęli rozmawiać co zrobili-jak teraz wiem Liam'owi,Wbili mu jakąś truciznę i wprowadzili do żył.Powiedzieli jaki to stadium i jak on przebiega.
-A ile ich jest?-usłyszałem za sobą głos.Obróciłem się i zobaczyłem Niall'a z zaczerwienionymi oczami i zasmarkanym nosem.-Ile się będzie męczył?
-Są cztery stadium'y,nie możemy do puścić do ostatniego-powiedziałem i pokręciłem głową.
-Jakiego?-zapytał Niall.
-Do śmierci twojego opiekuna-Odpowiedziałem i skierowałem się do góry schodami.W połowie schodów zatrzymałem się.-A Harry i Lou jak będziecie włączać zraszacze lub będziecie podlewać te krzaki to się nie wystraszcie...
Dopowiedziałem i ruszyłem do góry.Wszedłem do pokoju w którym była walka i zacząłem ją sprzątać,żeby zająć czymś swój umysł.Po chwili usłyszałem krzyk i moje imię.
-Znaleźli-skwitowałem ze śmiechem sprzątając większe kawałki szkła z ziemi. Zażyczyłem sobie miotły i łopatki i zacząłem zamiatać mniejsze kawałki szkła.Poszedłem do łazienki i do kosza wrzuciłem szkło,a wziąłem zieloną miskę i wlałem tam ciepłą wodę oraz płyn do podług.Wziąłem jakąś ściereczkę,która leżała na kaloryferze i wraz z miską wyszedłem z łazienki podążając do pokoju.Powoli położyłem na ziemię miskę i wrzuciłem ścierkę do wody,żeby się zamoczyła.Po chwili ją wyciągnąłem i zacząłem ścierać resztki krwi i zaschniętą krew z ziemi.Moczyłem i ścierałem i ponownie moczyłem gdy usłyszałem za sobą głos Harry'ego.
-Czemu tutaj sprzątasz?-zapytał i usiadł koło mnie na ziemi z inną ścierką.Zaczął mi pomagać ścierać zaschniętą krew.-To jest straszne i jednocześnie smutne gdy ścierasz krew swojego najlepszego przyjaciela z ziemi wraz z krwią włamywacza.
-Ciesz się,że Liam żyje a nie jest martwy.-Powiedziałem smutno i poczułem jakby ktoś mi łamał serce na kawałeczki.
-Wiesz,mówię to dla jego dobra ale wolałbym,żeby nie żył niż się męczył przez trzy stadium'y.
-Czemu przez trzy?-zapytałem i przerwałem pracę spoglądając na niego-jest cztery.
-Taaa wiem,ale śmierć chyba nie da rady się zaliczyć do cierpienia jego tylko naszego.Współczuje Liam'owi a przede wszystkim Niall'owi.
-To mógłby być każdy-powiedziałem dalej ścierając.-Ci włamywacze mówili,że tu nie chodziło o Liam'a tutaj chodziło o byle kogo.Chodziło im,żeby kogoś mocno zranić i twierdzę,że to chyba jest Niall...
-Albo ja-powiedział Harry a ja spojrzałem na niego zdziwiony.
-Czemu ty?-zapytałem i podniosłem się z podłogi podnosząc miskę z ziemi.Wrzuciłem moją i Harry'ego ścierkę całą z krwi do miski i wszedłem do łazienki wylewając wodę do toalety.Wróciłem do pokoju i poczułem jak mnie piecze ręka.Spojrzałem na nią i zobaczyłem szkła powbijane oraz krew.
-Macie pincetę?-zapytałem krzycząc i biegnąć do łazienki gdy krew zaczęła mi kapać z ręki na podłogę.Wystawiłem rękę nad umywalką i czekałem na Harry'ego.Po chwili do łazienki weszła Katie chcąc zgasić światło.
-Zayn?-zapytała zdziwiona podchodząc do mnie.Spojrzała na moją rękę i zakryła ręką usta.
-To był tylko wypadek-powiedziałem i zasyczałem gdy poczułem wodę na niej.-Co robisz!?
-Próbuje ci obmyć ranę!
-Pierwsze to muszę wyjąć kawałki szkła!
-To wyciągaj!-Powiedziała i spojrzała na mnie a ja westchnąłem przewracając oczami.
-Nie mam pincety!-uświadomiłem ją a ta się klepnęła otwartą dłonią w czoło.
~Poproszę pincetę~Poprosiłem i po chwili trzymałem w zdrowej ręce pincetę.
-Jak?-zapytała w szoku a ja spojrzałem na nią.
-Poprosiłem i się pojawiło-zaśmiałem się nerwowo.
-Zayn ty coś ukrywasz!-zawołała a ja zacząłem wyciągać pomału kawałki z ręki.Próbowałem drugi kawałek wyciągnąć,ale ręka zaczęła mi się trząść.
-Daj pomogę ci!-powiedziała i wyjęła mi pincetę z ręki.Oparłem się biodrem o umywalkę i spoglądałem gdy wyciągała mi odłamki szkła.Gdy już upewniła się,że wszystkie kawałki są wyciągnięte podłożyła moją dłoń pod zimną wodę,przez co syknąłem.-Przepraszam.
Pokiwałem głową a Katie wyszła z łazienki.Trzymałem dłoń pod lecącą wodą i próbowałem trochę zmyć krew gdy do łazienki wróciła Katie z bandażem i wodą utlenioną.Gdy oczyściłem rękę z krwi,Katie zaczęła mi ją opatrywać.Nalała trochę wody utlenionej na wacik i przyłożyła mi do reki.Zagryzłem wargi,żeby nie jęknąć.Katie trzymając spojrzała na mnie.
-I co teraz zrobimy z Liam'em?-zapytała smutna a ja przyciągnąłem ją do siebie.
-Nie wiem Katie,nie wiem-odpowiedziałem zgodnie z prawdą-Ale wiem,że jakbym miał poświęcić swoje życie poświęciłbym.
-Jakie są następne objawy?
-Strach przed jakimkolwiek dotykiem i roztrzęsienie-odpowiedziałem i pociągnąłem nosem.Katie ściągnęła mi wacik z rany i obandażowała mi rękę.Podziękowałem jej i wyszliśmy razem do kuchni.W kuchni wszyscy siedzieli prócz Niall'a.
-Gdzie Niall?-zapytałem ale doskonale znam odpowiedź.
-A jak myślisz?-powiedział Lou
-Liam-powiedziałem jedno słowo i zauważyłem,że Lou pokiwał głową na potwierdzenie.
Wyszedłem z kuchni i podążyłem do salonu. Liam dalej spał a Niall koło niego na podłodze.Podszedłem do Niall'a i zacząłem go budzić.
-Liam?-zapytał spokojnym głosem i spojrzał na mnie zaspanymi oczami.
-Nie Niall,to ja Zayn-odpowiedziałem cicho i podniosłem go do siadu-połóż się do łóżka na górze.
-Ale Liam?...-zaczął ale mu przerwałem
-Zostanę z nim i jak się coś stanie to cię od razu obudzę,dobrze?-zapytałem a on kiwnął głową stając.Zachwiał się a ja go złapałem.Posadziłem go na chwilę na kanapie koło Liam'a i poszedłem do kuchni.Chciałem zawołać Lou albo Hazze ale w kuchni była tylko Katie.
-Gdzie Larry?-zapytałem a Katie zaśmiała się.
-Poszli do swojego pokoju.
-Mam prośbę-zacząłem a ona spojrzała na mnie zainteresowana-pomogłabyś Niall'owi dojść do pokoju?Bo się chwieje,a Liam'a nie zostawi sam,więc będę z nim siedzieć.
-Spoko-powiedziała i wstała z krzesła ruszając ze mną do salonu.Niall spoglądał smutnym wzrokiem na Liam'a,przecierając czasem policzki.Katie do niego podeszła i położyła na jego ramionach dłonie.Nachyliła się i powiedziała coś na ucho Niall'owi,który pokiwał głową i wstał.Spojrzał na Liam'a ostatni raz i ruszył z Katie do pokoju.Gdy stanął koło mnie,spojrzał na mnie i wyszeptał.
-Opiekuj się nim
-Dobrze a ty odpoczywaj. Liam później będzie Ciebie potrzebował bardziej niż teraz-odpowiedziałem i poczochrałem mu fryzurę na co jęknął,a ja się zaśmiałem.Katie z nim wyszła a ja usiadłam koło Liam'a.
-Oj Liam co my zrobimy bez Ciebie?-westchnąłem i nie spodziewałem się odpowiedzi.
-Przeżyjecie-usłyszałem i spojrzałem na Liam'a,który spoglądał na mnie w szoku.-Przepraszam za wszystko-mówił dalej w szoku a jednocześnie się uśmiechał.-O bożę ja mogę mówić co chcę!Przeproś ode mnie wszystkich,nie chciałem na Niall'a,Katie,Louis'a i Harry'ego wrzeszczeć,to nie byłem ja!
-Spokojnie Liam,wiem-odpowiedziałem uspakajając.
-Skąd wiesz?-zapytał zdziwiony-A w ogóle czemu ja z Tobą gadam?Przecież z Niall'em,Katie i Larry'm nie mogłem!
-Od początku-zacząłem a on spojrzał na mnie zdziwiony-wstrzyknięto ci jakiś lek,który po woli Cię..za..za..-Nie mogłem tego wymówić a w moich oczach pojawiły się łzy.
-Zabija mnie?-powiedział spokojnie a ja kiwnąłem lekko głową.-O boże?...
-Spokojnie,nie wiemy co zrobić,bo lekarstwa nie ma na to,ale ja Ci obiecuję,że nawet jakbym miał oddać swoje życie,żeby stworzyć lek,oddałbym-powiedziałem szczerze patrząc w oczy Liam'owi w których pokazały się łzy.
-Dziękuję-powiedział a na jego policzkach pojawiły się łzy,które starł.-Jaki jest dalszy rozwój choroby?Bo nie sądzę,żeby się skończyło na tym co jest teraz.
-Owszem-odpowiedziałem i westchnąłem-przygotuj się na....strach przed jakimkolwiek dotykiem i roztrzęsienie,to jest następne-powiedziałem a Liam kiwnął głową.-Później jest drgawki i wysoka gorączka,która będzie rosnąć i rosnąć i rosnąć aż osłabi twój organizm i umrzesz-powiedziałem drżącym głosem.
-Mogło być gorzej-zaśmiał się a ja spojrzałem na niego zdziwiony.
-Jesteś głodny lub pić ci się chce?-zapytałem zmieniając temat na trochę lepszy.
-Tak i tak-zaśmiał się a ja pokręciłem głową z uśmiechem.
-Dobra,zaraz wracam-powiedziałem i wyszedłem do kuchni w której siedziała...
-Znów tutaj siedzisz?-zapytałem Katie i podniosłem brew.
-A co mam robić innego?-zapytała i westchnęła podpierając brodę na ręce.-Niall śpi,Liam jest nieprzytomny,Larry w pokoju,a ty u Liam'a.
-Dokładniej powinno być,że Liam gada-zaśmiałem się a Katie spojrzała na mnie w szoku-i jest głodny.
-Liam z tobą normalnie gada?-zapytała a ja kiwnąłem głową na potwierdzenie podchodząc do lodówki.Wyciągnąłem z lodówki szynkę,ser oraz masło i zagotowałem wodę.Zrobiłem z dwadzieścia kromek i trzy herbaty.Pociągnąłem Katie do salonu gdzie był Liam,który się do niej uśmiechnął.
Katie niosła kanapki i jedną herbatę a ja dwie herbaty ponieważ mam tylko jedną czynną rękę.
Położyliśmy wszystko na stoliku który Katie przysunęła i zaczęliśmy rozmowę z Liam'em od czasu do czasu jedząc kanapki i popijając herbatę.


--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

321....wyrobiłam się :D
Zdążyłam napisać jeszcze przed 16 :)
Do następnego postu,pa pa :*
Następny rozdział możliwe,że uda mi się napisać w wigilie gdy już będziemy mieć wszystko przygotowane ^^




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz